Najnudniejsze z ciekawych zdjęć

Fotografia czarnej dziury z galaktyki M87 trafiła dokładnie w symulacje. Teleskop wielkości Ziemi dał podobny efekt co obliczenia kilku fizyków wielkości Homo sapiens. Nuda, można się rozejść.

Zanim rozejdziemy się w swoje strony, warto zajrzeć za kotarę – dlaczego jeden z najszerzej relacjonowanych niusów naukowych ostatnich lat można sprowadzić do ziewnięcia? Za tym (drobnym) sarkazmem kryją się fundamentalne mechanizmy nauki, napędzające cały współczesny świat.

Język polski, choć bogaty w wiele przypraw nieznanych w innych częściach świata, ma tego pecha, że akurat naukę sprowadził do bardzo ogólnego słowa. W życiu większości rodzin nauka oznacza bardziej proces edukacji niż proces badań naukowych. Z pewnością obniża to już i tak niską świadomość istnienia chociażby filozofii nauki – bardzo pouczającej dziedziny, która sięga do absolutnych podstaw życia (co jest prawdą? co jest fałszem? czym jest rzeczywistość?). Tutaj trzymajmy się więc wyłącznie naukowego znaczenia nauki. A tekst sięgnie do filozofii nauki trochę głębiej niż skłania nas do tego codzienne życie.

Nauka nie polega na robieniu zdjęć. Tak, najpopularniejszy nius naukowy ostatnich lat w zasadzie niewiele ma wspólnego z nauką. Ogólniej rzecz biorąc, wykonywanie obserwacji (zdjęć, szkiców, relacji) to dopiero wstęp, który jest zupełnie nienaukowy.

Nauka zaczyna się dopiero w momencie, gdy zaglądamy za to co widzimy.

A w przystojnym aforyzmie: nauka polega na patrzeniu na to samo co wszyscy i na dostrzeganiu tego, czego nikt inny nie dostrzegł.

Jest na to tak niesamowicie wiele przykładów w historii nauki, że… nie ma sensu po nie sięgać. Każdy je zna, każdy może wybrać sobie ulubione odkrycia, chociażby naszego Kopernika, który 400 lat przed pierwszymi lotami w kosmos ustalił kształt układu słonecznego.

Nauka zawsze polegała na przewidywaniu – na zaglądaniu tam, gdzie uda się zajrzeć dopiero za dziesiątki czy setki lat. Czarną dziurę obliczyli wiele lat wcześniej fizycy, wiedzieliśmy że będzie tak wyglądać, a teraz otrzymaliśmy zwyczajne, solidne potwierdzenie.

Można te fragmenty filozofii nauki rzucać jak palacz niedopałki, ale świadomość tych mechanizmów zwyczajnie nie istnieje w ogóle społeczeństwa. Powoduje to wiele problemów, na czele z łatwością wślizgiwania się pseudonauki między ludzi.

Wejdźmy chociażby na grupy antyszczepionkowe. To jest temat-rzeka i nie sposób sprowadzić go do jednego argumentu (ani nawet do jednej książki), jednak nie da się ukryć, że większość antyszczepionkowych twierdzeń wynika ze zwykłego pomylenia odwagi z odważnikiem. Niemal cały zasób tych dowodów opiera się na „ja widziałem”, „u kogoś z rodziny”, „gdzieś na świecie” – na rzadkiej obserwacji, często graniczącej z wiarygodnością okładek tabloidów. Jednak to nie jej anegdotyczność (rzadkie dowody wiele razy zamieszały ocean historii nauki), ale sam fakt ograniczenia do obserwacji jest problemem. Naukowa ocena rzeczywistości zawsze wykracza poza obserwację – chodzi o więcej niż tylko to, co widać na chłopski, rodzicielski rozum. Najczęściej nauka zaczyna się w miejscu, w którym do obserwacji dołącza matematyka – uniwersalny język wszechświata. W przypadku szczepionek oznacza to, że naukowcy przewidzieli bezpieczeństwo i skuteczność tych preparatów w oparciu o eksperymenty i statystyczny rachunek zysków/strat przed ich wprowadzeniem. Teraz w ten sam sposób przewidują, że szczepienia utrzymają choroby w ryzach, a ich zniesienie przyniesie szkody. Grupy antyszczepionkowe wykazują się tu wybitnym niezrozumieniem tego mechanizmu: nie korzystają z nauki i matematyki, nie są nawet świadome konieczności wyjścia poza obserwację, stąd nie są w stanie zaproponować przewidywań co się stanie po zrealizowaniu ich propozycji. Jedyne co im pozostaje to pochopne eksperymenty na ludziach, realizowane zresztą często na własnych dzieciach. Chciałbym napisać, że dowiedzą się po fakcie, ale nie dowiedzą się – to jest największy dramat, ponieważ nauka już obliczyła, że przykładowe przechorowanie świńki zwiększa ryzyko chorób nowotworowych, ale zanim ich cenne dzieci na to zapadną (statystycznie: po 50-tce), ich rodziców już nie będzie na świecie. Więc dochodzimy do antyszczepionkowych eksperymentów na ludziach, które nie przyniosą żadnych konkluzji… Wszystko w imię prostego niezrozumienia mechanizmów nauki.

Szczerze powiedziawszy nie widzę jednak wielkiego zagrożenia w grupach antyszczepionkowych, ponieważ są na tej samej półce co wariaci powołujący się na wifi sterujące mózgami. Dokładnie na tej samej, ponieważ antyszczepionkowy guru, Zięba, twierdzi, że wifi w supermarketach wywołuje głosy w głowach klientów i w ten sposób steruje steruje ich umysłami (t o n i e ż a r t). Jak widać, te grupy na szczęście same doskonale się marginalizują i przekonują wyłącznie skrajnie dziwne jednostki.

Natomiast prawdziwe szkody gromadzą się w codziennych, ważnych decyzjach, które podejmuje każdy człowiek.

Wróćmy do wspomnianego ryzyka nowotworów. Dieta ma ogromny wpływ na powstawanie nowotworów. Nie wdając się w niuanse poszczególnych składników, zwykłe jedzenie w zbyt dużych ilościach i wynikająca z tego otyłość – połączona zazwyczaj z brakiem aktywności fizycznej – znacznie podwyższa ryzyko zachorowania, a poza tym wyrządza szkody w ogólnym zdrowiu oraz skraca życie i obniża jego zdrowotną jakość. Tu nie ma żadnego filmowego kompromisu, czyli krótkiego i intensywnego życia. Jest krótkie i wujowe życie, albo długie i przyjemne. Absolutnie żadnego wyboru! Od lat dokładnie to przewiduje nauka, a jednak całe społeczeństwa tyją w dramatycznym tempie, a wraz z nimi dramatycznie rośnie między innymi zapadalność na nowotwory. To są prawdziwe, szokujące problemy w skali całej cywilizacji (w przeciwieństwie do nielicznych wariackich grup), które wynikają z niezrozumienia przewidywań nauki. Nauka krzyczy: przestańcie się obżerać! A korporacje jej na to: dodajmy do wszystkiego cukru i reklamujmy produkty, żeby ludzie się obżerali. A kolorowe czasopisma jej na to: grube jest piękne. I w końcu całe społeczeństwa jej na to: nałóg papierosowy można krytykować, ale otyłość ma pozostać tematem tabu!

Podobnie jest z kolejnym problemem, który dotyczy całej Ziemi. Nauka przewiduje od 1896 roku (!), że wzrost emisji CO2 powoduje globalne ocieplenie i wzrost ekstremalnych zjawisk klimatycznych. Ludzkość nie kiwnęła palcem, dopóki problemy rzeczywiście nie zaczęły się odciskać na planecie. Zawsze jest lepiej zapobiegać niż leczyć, dokładnie to zawsze proponuje nauka, ale bez świadomości istnienia czegoś takiego jak filozofia nauki – trudno naukowcom zaufać. Nawet teraz, w czasach, gdy każdy rok bije rekordy temperatur, gdy huragany przybrały na sile i występują nawet w tak idiotycznych szerokościach jak Nowy Jork, gdy rekordowy tajfun zmiótł 10 tysięcy żyć na wyspach pacyficznych – są ludzie, którzy mówią, że globalne ocieplenie ma być mitem, ponieważ naukowcy nie są w stanie niczego przewidzieć i lepiej poczekać zamiast działać. Nie, tak nauka nie działa i nie po to powstała nauka. Nauka polega na przewidywaniu wiele lat do przodu i robi to lepiej niż jakiekolwiek inne narzędzie ludzkości. Jeśli się z tym z nie zgadzasz, to pozostaje ci czekanie z założonymi rękami, a przepowiednie nauki i tak się spełnią. Biedny Kopernik też na pewno się nasłuchał, że w sumie to nie wiadomo czy Ziemia jest trzecia w kolejności od Słońca, i że trzeba poczekać aż polecimy w kosmos. Nauka jednak polega na tym, że gość miał rację kilkaset lat wcześniej.

To przekłada się na wiele innych tematów – niewpływających już tak drastycznie na cywilizację. Najbardziej dobitnym przykładem są chociażby prosperujące ruchy kreacjonistyczne, których argumentem nr 1 jest stwierdzenie, że nie widzieliśmy na oczy ewolucji. Czekają na jej zdjęcie.

A więc naukowcy perfekcyjnie przewidzieli kształt horyzontu zdarzeń wokół czarnej dziury. To jest nius. Zrobienie zdjęcia? Nośna ciekawostka, która spycha na margines fundamentalne mechanizmy stojące za nauką.

Oczywiście to dobrze, że choć na jeden dzień cały świat rozmawiał o nauce – lepiej niż w ogóle.

Warto wziąć to zdarzenie jako świetną metaforę działania nauki: tego, że nie ma sensu czekać na zrobienie „zdjęć” globalnego ocieplenia czy epidemii otyłości. Będzie równie nudno co w przypadku tego zdjęcia czarnej dziury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *